Tydzień temu mówiliśmy, że w Kościele Jezusa
Chrystusa każdy z nas ma taki sam status: dziecka Bożego i wszyscy jesteśmy
sobie równi i równi przed Ojcem... to powinno czynić nas wolnymi… ale nie
zawsze tak jest… dlaczego?
Dlaczego tak często nie potrafimy czerpać
radości z faktu, że jesteśmy dziećmi Boga?
Oczywiście z powodu grzechu… w liście do
Rzymian w 14 rozdziale czytamy:
1 A słabego w wierze przyjmujcie, nie
wdając się w ocenę jego poglądów. 2 Jeden
wierzy, że może jeść wszystko, słaby zaś jarzynę jada. 3 Niechże
ten, kto je, nie pogardza tym, który
nie je, a kto nie je, niech nie osądza
tego, który je; albowiem Bóg go przyjął. 4 Kimże
ty jesteś, że osądzasz cudzego sługę? Czy stoi, czy pada, do pana swego należy;
ostoi się jednak, bo Pan ma moc podtrzymać go. 5 Jeden
robi różnicę między dniem a dniem,
drugi zaś każdy dzień ocenia jednakowo; niechaj każdy pozostanie przy swoim
zdaniu.
To prawda, że jesteśmy równi przed Bogiem,
ale jednocześnie jesteśmy różni… dlaczego? Nie wiem, On tak chciał… a ponieważ
jesteśmy różni rodzi się w sercu pokusa, aby jak czytaliśmy:
·
Oceniać
·
Pogardzać
·
Osądzać
·
I czynić różnicę…
To są złe rzeczy… i nie wolno nam tego robić.
Naturalnym, ale grzesznym pragnieniem serca człowieka jest ujednolicenie
bliźnich na swój obraz i podobieństwo… i to jest bałwochwalstwo! Jesteśmy
stworzeni na obraz i podobieństwo Boga… Boga, kochającego różnorodność!